Villa Katowicze, Kuźnia Bogucka, Kattowitz, Stalinogród.Miasto o pokręconej historii, niewiele lepszej teraźniejszości i wielkich nadziejach na przyszłość.Dla jednych wielkie miasto malutkie, dla innych najbardziej depresyjne miasto świata.Dla jednych syf i behatonowy folwark sołtysa, dla innych miasto szeleszczących kielichów i innej niebanalnej architektury.Nasze miasto.
Kategorie: Wszystkie | Dzisiaj | Foto | Jutro | Ludzie | Przewodnik | Wczoraj
RSS
niedziela, 19 września 2010

Cztery dni jakie minęły od spotkania to wystarczający okres czasu, aby na tę sprawę spojrzeć z boku i odpowiedzieć sobie na pytanie "po co mi to"? Przed trzema laty zaangażowaliśmy się w sprawę rewitalizacji Aszy, bo widzieliśmy beznadzieję tego skweru, wiedzieliśmy też, że w szufladzie Zakładu Zieleni Miejskiej leży projekt czekający na realizację, projekt który miał szansę całkowicie odmienić oblicze tej okolicy.

Nie będę tu opisywał przebiegu spotkania, to nie ma sensu. Każdy ma swoją prawdę, każdego prawda jest "mojsza". Jeśli natomiast słowa te czyta ktoś, kto był obecny w środę, a z żadną ze stron w szczególny sposób nie sympatyzuje, niech opisze swoje wrażenia w komentarzach, będę wdzięczny.

Okazało się, że koncepcja powstała pod auspicjami arch. Franty przewiduje pola wodne, których realizacja to koszt minimum 4,5 miliona złotych (całkowity koszt realizacji obecnego projektu to 2,4 mln zł), do tego dochodzą oczywiście inne elementy, jak np. plac o powierzchni wyłożonej egzotycznym drewnem mający służyć do jazdy na rowerze i rolkach (dentyści i protetycy zacierają ręce i modlą się o deszcz). Dowiedzieliśmy się też, że powierzchnia utwardzona w tej koncepcji jest o 2500 m.kw. większa niż we wstrzymanym projekcie. Oczywiście koncepcja i obowiązujący projekt to sprawy całkowicie ze sobą nieporównywalne. Pani Franta stworzyła swoją niczym nieograniczoną wizję Aszy, natomiast arch. Zbigniew Garus miał narzucone przez UM wytyczne, w tym koszt realizacji.

 

Dyskusja na spotkaniu osiągnęła poziom... niesatysfakcjonujący. Z "argumentami" rzucanymi pod moim/naszym adresem, jakobyśmy byli bojówkarzami, mieli osobisty interes w takim a nie innym rozwiązaniu, jeździli bardzo drogimi samochodami, nie mam ochoty dyskutować. Jak mówi znane wszystkim porzekadło- nie dyskutuj z głupcem, najpierw sprowadzi cię do swojego poziomu, później pokona doświadczeniem. Dlatego ja mówię pas.

Chcę tylko znać nazwiska osób protestujących, bo to one biorą na siebie odpowiedzialność za przyszłość parku w Rowie Wełnowieckim. Gdyby nie ich postawa, na wiosnę moglibyśmy się cieszyć nową Aszą, atrakcyjną dla wszystkich osób, niezależnie od wieku i upodobań co do spędzania wolnego czasu.
Tymczasem protestujący zaproponowali koncepcję, która z powodów finansowych nigdy w takim kształcie nie zostanie zrealizowana. Chcę wiedzieć dzięki komu wszyscy zapłacimy karę umowną firmie budowlanej mającej zrealizować projekt i w konsekwencji pozostaniemy na kolejne lata z zaniedbanym skwerem. Chcę wiedzieć komu personalnie dzieciaki z Koszutki i okolic będą mogły za 5 lat podziękować, że nadal mogą taplać się w blotku i "bawić" na placu zabaw o powierzchni 10 m.kw.

Spotkanie odbyło się na nasze liczne prośby, my byliśmy jego inicjatorem, organizatorem był UM. Termin został ostatecznie potwierdzony w poniedziałek. Dołożyliśmy wszelkich starań, aby informacja ta dotarła do wszystkich zainteresowanych.

 

22:10, settembrini
Link Komentarze (41) »
wtorek, 14 września 2010

Czynię zadość zapowiedzi z poprzedniej notki o zamieszczeniu informacji nt. otwartego spotkania z prezydentem Piotrem Uszokiem w sprawie rewitalizacji parku w Rowie Wełnowieckim. Jutro (tj. 15 września) o godzinie 18.00 w MDK Koszutka dojdzie ono do skutku. Liczę, że strony sporu wypracują jakiś kompromis, może bezpośrednie spotkanie mniej będzie sprzyjało rzucaniu absurdalnych i przykrych zarzutów np. jakobyśmy byli przekupieni przez deweloperów.

13:17, settembrini
Link Komentarze (2) »