Villa Katowicze, Kuźnia Bogucka, Kattowitz, Stalinogród.Miasto o pokręconej historii, niewiele lepszej teraźniejszości i wielkich nadziejach na przyszłość.Dla jednych wielkie miasto malutkie, dla innych najbardziej depresyjne miasto świata.Dla jednych syf i behatonowy folwark sołtysa, dla innych miasto szeleszczących kielichów i innej niebanalnej architektury.Nasze miasto.
Kategorie: Wszystkie | Dzisiaj | Foto | Jutro | Ludzie | Przewodnik | Wczoraj
RSS
poniedziałek, 10 sierpnia 2009

Katowice kojarzą nam się dzisiaj nieodmienne z Wielkimi Katowicami, składającymi się z centrum, kilkunastu dzielnic czy osiedli oraz sporej ilości terenów niezagospodarowanych (jeszcze), rolniczych i leśnych pomiędzy. A miasto Katowice powstawało jako niewielki w sumie obszar, obejmujący mniej więcej Śródmieście, a wokół niego rozlokowanych było wiele różnych osad o różnym charakterze. Osady te w większości przyłączano do Katowic, póki jeszcze formalnie miały status wsi, ale tendencje do bycia miastem były w nich żywe. I - co dla wielu może być zaskoczeniem - tendencje te ciałem się stały.

Zacznijmy jednak od "głównego" miasta. Historia dążenia do miejskości zaczyna się co najmniej w 1829 roku. Z tego roku pochodzi bowiem dokument, w którym świeżo uwłaszczeni siodłacy (kmiecie wsi Katowice, która to nazwa już wtedy wyparła Kuźnicę Bogucką), wyrażali wolę nadania gminie Katowice praw miejskich [za L.Szarańcem]. Ówczesny właściciel Katowic Johann Ferdinand Koulhaas, założyciel kopalni "Beate" oraz hut "Franz" i "Fanny", chyba jednak nie był wtedy entuzjastą tego pomysłu, i zamiast doprowadzić do jego realizacji, wkrótce potem pozbył się swoich dóbr na rzecz rodziny von Wedding. Dopiero nabycie Katowic przez rodzinę Wincklerów i wyznaczenie przez nią jako administratora ich dóbr Friedricha Grundmanna, przyniosło efekty (acz warto wspomnieć, że ludność lokalna wtedy się akurat do pomysłu jęła nieco zniechęcać, czego przykładem ma być postawa sołtysa Kazimierza Skiby). Koniec końców, w 1865 roku Wincklerowie doprowadzili do nadania Kattowitz praw miejskich.  Edykt króla Wilhelma I z 11 września 1865 roku wyłączał przy tym z granic miasta wieś Brynów, co jest chyba ostatnim przypadkiem zmniejszania się Katowic.

Początki miejskości były trudne i pechowe. Wybrany na pierwszego burmistrza, urzędujący od końca roku 1866 Louis Diebel, w 1871 roku ukradł z miejskiej kasy 15 tysięcy talarów i uciekł do Ameryki, Złapano wkrótce w Baltimore, niestety już bez części pieniędzy. Karę odsiadywał w Kattoiwtz, początkowo z braku odpowiedniego miejsca w zwykłym chlewiku, jednak niedługo potem ukończono gmach więzienia przy ul. Mikołowskiej (o co Diebel starał się jeszcze za czasów swojego urzędowania). Miasto mimo to rosło, w 1872 roku stało się ośrodkiem powiatowym, a liczba jego ludności rosła z 4815 w roku 1866 przez 11 tysięcy w roku 1875 po 43 tysiące w roku 1910.

Kolejny skok cywiilizacyjny przypada po przyłączeniu Katowic do Polski, za sprawą ulokowania w Katowiach siedziby autonomicznego województwa. Wtedy też - w 1924 roku - zainicjowano zjawisko rozdymania Katowic poprzez przyłączanie sąsiednich miejscowości - na początek wsi (choć niektórych mocno zindustrializowanych) z Bogucicami i Dębem na czele.

Inne sąsiednie miejscowości rozwijały się swoim torem. Najlepiej wychodziło to silnie uprzemysłowionym Szopienicom, które ubiegały się o status miasta jeszcze w II Rzeczypospolitej i już z początkiem roku 1940 miały się dumnie tytułować miastem, ale z oczywistej przyczyny nie zostało to zrealizowane. Uzyskanie praw miejskich odwlekło się w ten sposób aż do roku 1950. Funkcjonujące od 1 stycznia 1951 roku miasteczko Szopienice, będące nawet siedzibą powiatu miejskiego (obejmującego także wsie Dąbrówka Mała i Janów Śląski) nie przetrwało jednak długo, gdyż w 1960 roku zostało włączone do Katowic.

Na południe od rosnących Wielkich Katowic, rozwijały się tymczasem inne osady. Prym wiodły wśród nich Kostuchna, która przeganiała starsze wiejskie osady nawiązujące historią do średniowiecznej wsi Uniczowy, oraz związane już raczej z Tychami Murcki. Obie te  miejscowości w uznaniu rozwoju w 1967 roku otzrymały prawa miejskie.

 

jak powstała Kostuchna

Nie nacieszyły się niim jednak długo, ponieważ reforma administracyjna z 1975 roku przy okazji spowodowała włączenie ich wraz z okolicznymi wsiami, do stolicy zreformowanego akurat województwa.

A zatem dzisiejsze Katowice składają się w sumie z czterach miast (wyliczanie wsi zajęłoby jeszcze więcej miejsca). Więcej już raczej nie będzie, nawet jeżeli niektórzy w utworzeniu Aglomeracji Silesia widzą utworzenie Jeszcze Większych Katowic (ulubiony żart: Urząd Miasta Katowice, Filia Sosnowiec). Wystarczy.

01:23, bartoszcze , Wczoraj
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 06 sierpnia 2009

Odkąd zainstalowałem sobie w telefonie aplikację umożliwiającą łatwe czytanie artykułów z kilkunastu tytułów prasowych, wyrobiłem w sobie niepokojący nawyk, bez którego nie jestem w stanie zasnąć. Teraz nie dość, że w ciągu dnia spędzam niemało czasu przy komputerze, czuję dodatkowo absurdalny głód informacji (których nie potrzebuję) leżąc w łóżku. Są już na to na szczęście odpowiednie kuracje odwykowe ;) Ale do rzeczy.
Wpadłem wczoraj w nocy na wywiad z Arturem Rojkiem, sporządzony z okazji rozpoczynającego się dziś Off Festivalu. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, a o samym wywiadzie bym już rano nie pamiętał, gdyby nie poniższy fragment:
"(...)Jeff Kleinsmith, dyrektor kreatywny tej wytwórni oraz product manager kilku zespołów w Sub Popie. W Seattle zauważyłem, że spod rękawa wystaje mu tatuaż. Nie mogłem oderwać od niego wzroku, bo wiedziałem, że skądś znam ten znak. W końcu skojarzyłem - gość ma wytatuowany na ręce herb Katowic! Jeden do jednego, nawet kolorystycznie - żółto-niebieski. Okazało się, że on nazywa się Andy Kattowitz - któregoś dnia wrzucił swoje nazwisko w Google i wyskoczył ten znak. W tym roku po raz pierwszy odwiedzi Katowice."

Prawda, że zaskakujące?

11:28, settembrini , Ludzie
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 03 sierpnia 2009

To chyba najciekawsze muzyczne wydarzenie w Katowicach A.D. 2009. Nawet gdyby jakimś cudem anektowano w tym tygodniu do Katowic cały obszar WPKiW i chorzowski koncert U2 stałby się tym samym katowickim, zdania bym nie zmienił. Bo przecież 'ciekawe wydarzenie' to takie, które niesie za sobą coś świeżego, niespodziewanego. Wybaczcie, ale o koncercie U2 nic takiego powiedzieć bym nie mógł i nie zmieni tego nawet kilkuset tonowa obrotowa scena. Każdy kto choć raz widział na dvd kilka urywków show Bono i s-ki, mniej więcej jest sobie czwartkowy koncert w stanie wyobrazić.
Pamiętam gdy w 2006 roku pojechałem na Janów do Galerii Wilson na pierwszą edycję FNM. Nie imponowała rozmachem, ot jednoniowe wydarzenie koncertowe jakich wiele, przyciągało głównie miejsce i kilku artystów, w tym głównie Krush. Organizacja umiarkowana- wobec braku jakiejkowliek komunikacji o wczesnoporannej godzinie musiałem taksówką wracać do siebie na Koszutkę, w podobnej sytuacji zapewne znalazło sie kilkaset osób. Kolejna edycja odbyła się już w Cieszynie. Organizatorzy zostali do tego zmuszeni, po prostu magistrat katowicki nie wyraził zainteresowania współpracą, a rosnące aspiracje imprezy wymagały również zaangażowania ze strony samorządu. Fakt, że w swoim mieście spotykają się z murem niezrozumienia, a w Cieszynie witani są z otwartymi ramionami, był przyczyną wielkiego rozgoryczenia organizatorów . W ten sposób Katowice na dwa lata pożegnały się z gwiazdami znanymi choćby z eteru BBC Radio 1.
Etap cieszyński nazwałbym "heroicznym". Pomimo sukcesu artystycznego jakim były edycje II i III, festiwal stanął na krawędzi frekwencyjnej. Cieszyn pięknym miastem jest bez dwóch zdań, niestety bardzo źle skomunikowanym, co dla imprez masowych stanowi barierę nie do przeskoczenia. Na szczęście w tym roku Nowa Muzyka wróciła do korzeni, UM w roku przedwyborczym poszedł po rozum do głowy, Oszuk zaklepał budżet i tym samym hasło promocyjne "Katowice- miasto wielkich wydarzeń" jakoś się tam broni. Będzie to pierwsza tak naprawdę próba kreacji terenu przyszłego Muzeum Śląskiego jako przestrzeni kulturalnej. Znając profesjonalizm i doświadczenie Adama Pomiana i jego wspólpracowników jest poważna szansa, że ta próba zakończy się sukcesem. To dobrze, że to pierwsze podejście zostało przeprowadzone przez profesjonalistów, a nie przez sławetny Wydział Kultury we współpracy z Wydziałem Informacji i Promocji UM Katowice. Jak dowodzi doświadczenie, nasze urzędasy wszystko by pięknie położyły, odstraszając na zawsze twórców kultury od fantastycznego terenu KWK Katowice/Ferdinand Grube.
O ile Jazzclub Hipnoza i Elektro przyzwyczaiły nas do regularnych koncertów nowomuzycznej śmietanki, o tyle w sierpniu czeka nas zmasowany atak dźwieków spod znaku m.in. Ninja Tune.
Tylko dlaczego będę musiał ponownie robić za przewodnika po tych pokopalnianych ruinach? ;) Oczywiście zrobię to z przyjemnością.

 

Plakat FNM '09

12:58, settembrini , Dzisiaj
Link Komentarze (1) »