Villa Katowicze, Kuźnia Bogucka, Kattowitz, Stalinogród.Miasto o pokręconej historii, niewiele lepszej teraźniejszości i wielkich nadziejach na przyszłość.Dla jednych wielkie miasto malutkie, dla innych najbardziej depresyjne miasto świata.Dla jednych syf i behatonowy folwark sołtysa, dla innych miasto szeleszczących kielichów i innej niebanalnej architektury.Nasze miasto.
Kategorie: Wszystkie | Dzisiaj | Foto | Jutro | Ludzie | Przewodnik | Wczoraj
RSS
środa, 29 maja 2013

Wyjechałem dziś rano spod domu w dzielnicy południowej o 8.26.
O 8.47 zaparkowałem na skraju centrum, naprzeciwko Paderewy.
GPS pokazał 13,5 kilometra.

To oczywiście dowód anegdotyczny, wystarczy żebym jechał 15 czy 30 minut wcześniej i mogłoby to trwać znacznie dłużej, zdarzało mi się pokonywać tę trasę w ponad 45 minut. Przyczyną był najczęściej zakorkowany splot dróg przy pętli brynowskiej, czasem potrafiący zapchać Kościuszki aż do szkoły policyjnej. Niemniej jednak korki mają to do siebie, że wyeliminować się ich nie da, można je co najwyżej przechytrzyć.

Zdarzało mi się tę samą drogę pokonywać też autobusem, przystanek mam o parę minut, łącznie z dojściem do przystanku i z przystanku oraz z przesiadką na dworcu zwykle mieściłem się w godzinie - a za to miałem czas na przeczytanie kilkudziesięciu stron. Gdybym miał do dyspozycji dobrze skomunikowany zestaw autobus-pociąg (to tylko dwa przystanki od dworca, pieszo jednak niekoniecznie...) i w sensownej taryfie, pewnie bym też mógł skorzystać (przesiadka na dworcu głównym byłaby jednak nieunikniona).

Piszę to, żeby pokazać, że "dzielnice południowe" na pewno z sensownych rozwiązań komunikacyjnych (Szybka Kolej Regionalna!) się ucieszą, ale naprawdę nie ma co opowiadać bzdur, że niczego bardziej nie pragną, jak tylko budowy linii tramwajowej. Pewnie się na nią nie obrażą, przynajmniej ci, którym nie wjedzie w ogród.

21:18, stalinogrod.os
Link Komentarze (2) »
środa, 08 maja 2013

Innsbruck - trakcja tramwajowa

Boleję nad tym już od wielu miesięcy i przestać nie mogę. A ilekroć zdarza mi się odwiedzić miasto, w którym elewacje nie są upstrzone milionem plastikowych szyldów, irytacja odżywa. Tym razem postanowiłem sobie ulżyć i ponarzekać na blogu.
Od roku Katowice przeżywają najazd koparek. Fantastycznie, zmian w ścisłym Śródmieściu wyczekuję od ponad dekady i w końcu coś zaczęło się dziać. Już nawet przestały mnie denerwować kolejne konkursy na projekt rynku. Teraz już mnie tylko bawią. Ważne, że widać jakieś rezultaty- granitowa kostka brukowa na ul. św. Jana, nowe tory na 3 maja i Warszawskiej- znane od dawna wizualizacje powoli przekładają się na rzeczywistość. Jest tylko jedno ale...

Na samym rynku i ul. 3 maja cała trakcja tramwajowa zawiśnie na słupach. W sumie będzie ich pewnie grubo ponad 50, raczej bliżej 100. Ponoć trakcji nie dało się zamontować do elewacji kamienic, bo jak tłumaczy rzecznik urzędu miasta, właściciele nieruchomości mieli nazbyt wygórowane oczekiwania finansowe. Nie wiem z iloma kamienicznikami w ogóle podjęto rozmowy i ile kamienic jest komunalnych. Wiem natomiast, że wykonanie nowej nawierzchni, położenie nowych torów, słowem- zmiana ul. 3 maja w deptak, centralną, najbardziej prestiżową przestrzeń Katowic- to nakład wielu milionów złotych. Moim zdaniem jednak fundujemy sobie ersatz wypełniony słupami, które zaraz zostaną oblepione centymetrową warstwą ogłoszeń i wlepek. Do takiej małej architektury komplementarna byłaby byle betonowa kostka, nie granit. Kolejny raz spacerowiczów spotka dysonans poznawczy.