|
niedziela, 15 stycznia 2012
Dowiedziałem się właśnie, że nasze miasto zostało zgloszone do udziału w ogólnoświatowym konkursie na bycie naj. Nie do końca jestem tylko pewien, co naj-, bo z tekstu gazetowego wynika, że chodzi o bycie najpiękniejszym miastem świata, podczas gdy dziś w audycji radiowej wynikało, że trofeum to tytuł najbardziej interesującego miasta świata. Prawda jak zwykle leży gdzieś obok - oficjalna nazwa konkursu to 7 Miast-Cudów. Co to jest miasto-cud, to już każdy może sobie na własny sposób odpowiedzieć (może być cud-miód, cud odbudowy, cud sukcesu, cud rewitalizacji ekologicznej, cud warunki do życia..). W każdym razie myślę, że jesteśmy w stanie wyprzedzić takie miasta, jak Kismayo w Somalii czy Khulna w Bangladeszu - do grona 28 finalistów i tak się nie dostaniemy, bo o tym będzie decydować panel ekspertów. Nie żebym szczególnie wierzył w kompetencje ekspertów, ale raczej nie sięgną po industrialne miasto z Europy Wschodniej. Zostańmy przy naszych ogrodach, cuda... lepiej nie opierać na nich przyszłości.
sobota, 19 listopada 2011
Z rosnącym zażenowaniem obserwuję to, co się dzieje ostatnio wokół starej szopienickiej huty Uthemanna. Wszyscy chętnie deklarują pomoc, ale najchętniej żeby realne kroki zrobił ktoś inny. Jerzy Gorzelik zaproponował, żeby miasto Katowice odkupiło budynek walcowni i wykorzystało go na stworzenie Centrum Nauki. Nie do końca jestem pewien, czy bardziej proponował to jako prezes RAŚ, czy jako członek zarządu województwa - który to zarząd parę miesięcy temu postanowił, że Centrum Nauki zbuduje od podstaw w chorzowskim WPKiW. W każdym razie propozycji, żeby województwo wzięło na siebie utrzymanie walcowni (co jest zdaje się głównym źródłem wątpliwości miasta), nie słyszałem. Jedynymi, którzy coś zdaje się robią, są ludzie ze stowarzyszenia miłośników huty, ale im możliwości starcza co najwyżej na pilnowanie obiektów. Co, którzy mogliby może więcej, ograniczają się do wygłaszania filipik, w czym celuje redaktor Smolorz, pracowicie piszący felietony zamiast wykorzystywać swoją pozycję i kontakty do poszukiwania kogoś z pomysłem i finansowaniem. A żeby jeszcze było smutniej, jedyny człowiek, który faktycznie zrobił coś dla rewitalizacji huty, póki co został obwołany podpalaczem, bo spalił się dach w remontowanym przezeń od miesięcy budynku. Mam wrażenie, że wszyscy będą zadowoleni, jak już z huty nic nie zostanie: jedni uznają, że mają problem z głowy, a drudzy będą mieć satysfakcję spod znaku "a nie mówiłem".
wtorek, 11 października 2011
Miałem dziś wolnych parę minut i byłem akurat w centrum miasta. Przeszedłem się więc naszą Nową Przestrzenią Miejską, żeby na własne oczy zobaczyć, czy to rzeczywiście taki brud smród, Sodoma i Gomora, jak to ostatnio opisują. Poszedłem w jedną stronę, potem wróciłem - i.. To, co znalazłem na Mariackiej, określiłbym jako ślady wyraźnego używania miejsca, w szczególności poustawianych na niej siedzisk, tych kolorowych zwłaszcza. Czy było brudno? Nie wiem, kiedy była ostatnia akcja sprzątania, ale nie miałem wrażenia, aby było brudniej niż w centrum Bratysławy, Wiednia czy Paryża (porównanie z tego lub ubiegłego roku), nie wspominając o ostrawskiej Stodolni. Oczywiście, nawierzchnia nie lśniła jak posadzki w SCC przed przyjazdem Paris Hilton, ani nawet jak na dworcu PKP w przejściu spod peronu czwartego do wyjścia na Konopnickiej/Kościuszki, ale to jest jednak przestrzeń na otwartym powietrzu (bardziej mnie raziły nierówności nawierzchni). Smród? Przyznam szczerze, nie czułem, ale też mam katar. Jedno, co na pewno mi przeszkadzało, to akurat pełny kontener na rupiecie ustawiony na wylocie ulicy (być może akurat pecha miałem i zaraz miał zniknąć). I tylko miałem wrażenie, że widzę żywy element tradycji, czyli pracownicę uliczną (wyglądającą jakby pracowała tam od zawsze). Ale może nadinterpretowałem:)
niedziela, 04 września 2011
Dziś w Radio Katowice w audycji "Czy to prawda, że.." postawiono pytanie, czy Katowice stają się drugim Paryżem. Bez względu na to, jak rozumieli pytanie autorzy, i co opowiadał o tym zaproszony do studia Prezydent Piotr, ja nie mogłem już dłużej odkładać publikacji tego zdjęcia:
Paryż, bulwary Sekwany, bukiniści, wyspa Cite, stylowe budynki.. I na tym wszystkim swojsko wyglądająca porcja opakowania siatkami, udekorowanego olbrzymią reklamą. Oczywiście wolałbym, żeby do Katowic sprowadzać z innych miast rzeczy dobre, niż szukać w innych miastach znajomych rzeczy złych. I pewnie nie każdy wie, że paręnaście lat temu Paryż prowadził u siebie akcję "miasto 400 parków i ogrodów"...
wtorek, 02 sierpnia 2011
Zbiegiem okoliczności przebywam dziś w miejscu położonym przy trasie, po której kolarze jadący w Tour de Pologne. Na razie jest tak:
a potem tak:
Później było tak:
ale już w tej okolicy
zrobiło się tak:
Mam też film z finiszu, ale chyba słychać na nim jakieś strzały...
czwartek, 14 lipca 2011
O badaniach nad ruchem samochodowym w Katowicach (a zwłaszcza ich korzystnych wynikach) już było, ale ten tekst tak mile łechce, że aż wypada się nim podzielić. Interesujące jest zwłaszcza, że średnia prędkość poruszania się po Katowicach (wieczorem, ale zawsze) wynosi 51 km/h, podczas gdy limit szybkości w obszarze zabudowanym wynosi tylko 50 km/h. Z uwagami o transporcie publicznym też wypada się w pełni zgodzić.
wtorek, 12 lipca 2011
Na Górnym Śląsku. A może tylko na polskim Górnym Śląsku. W każdym razie, w Katowicach. Dobrze wszystkim znana ulica 3 Maja. Serdecznie dziękujemy Czadoblogowi za zajawkę i anegdotę na deser.
wtorek, 28 czerwca 2011
Była ostatnio taka akcja, że przyjeżdżają do Polski specjalni wysłannicy, żeby zobaczyć, jak sobie poradzą w codzinnym życiu, jako taka próba generalna przed Euro (jeśli czegoś nie pokręciłem). Katowice odwiedzał pewien Szwed i z tego powodu zapanowała atmosfera generalnej mobilizacji "ojej, co sobie Szwed o nas pomyśli". Trawy chyba nie pomalowano, ale co do krawężników bym się nie zdziwił. Szwed przyjechał, nie zachwycił się ikonami ani nie przeraził naszymi najgorszymi strachami. Uznał, że Katowice są jak kobieta nieurodziwa, ale z osobowością. Wśród cech tej kobiety wyliczył zakompleksienie. I w tym mu nie mogę nie przyznać racji. Z co drugiej naszej wypowiedzi przebija poczucie, że jesteśmy gorsi, bo nie mamy ryneczku z kamieniczkami i parasolkami, że dziury u nas większe, a władze nieudolniejsze niż gdziekolwiek, żeśmy nie Kraków, Wrocław, Bielsko ni Cieszyn. Miałem wrażenie, że dzięki staraniom o ESK brzydkie kaczątko zaczyna podnosić dziób do góry, i może tego nie zmarnujemy.
środa, 22 czerwca 2011
Już wiemy: Miasto Ogrodów nie będzie Europejską Stolicą Kultury w 2016 roku. W komentarzach słychać ton "pewnie, Wrocław ma Schetynę, ma Zdrojewskiego" (nazwa Zdrojecław równie ładna, co złośliwa). Zacząłem się zastanawiać, co by było, gdyby wybór padł na inne miasta. Gdyby ESK przyznano Warszawie, byłoby proste wzruszenie ramion "rozumiecie, Warsiawka, cyntrala musi". Gdyby ESK przyznano Gdańskowi, zapewne padałyby aluzje do Premiera z Pomorza. A gdyby wygrał Lublin? Lublin był równie nieoczekiwanym kandydatem w fazie finałowej, jak Katowice. Lublin nie miał poparcia politycznego (ech, nawet na Palikota nie mogli się powoływać). Lublin zmobilizował mieszkańców (protest przeciwko milionom Zdrojewskiego był tam chyba nawet silniejszy, niż u nas), jest przekonany, że był faworytem i czuje się okradziony nie mniej niż my. Jak byśmy się czuli, gdybyśmy to właśnie z nimi przegrali?
niedziela, 19 czerwca 2011
Zupełnie znienacka pojechałem dzisiaj na wycieczkę do Ostrawy (taki pomysł zrodzony o 9. rano). Z Katowic raptem półtorej godziny samochodem, i to bez gonienia się. Ot, tak, na parę godzin się przespacerować. Zwiedzając (zupełnie luźno i zapoznawczo), miałem gdzieś w tyle głowy podobieństwa Ostrawy i Katowic: wielkość podobna, górnicza przeszłość, śląski rodowód, niemieckie ślady.. Szedłem ulicami i patrzyłem, i porównywałem. Wiele kamienic ładnie odnowionych, sporo zręcznie zaprojektowanych budynków, zarówno o rodowodzie XIX-wiecznym (ach, nasze secesyjne centrum) jak i XX-wiecznym (ach, nasze modernistyczne kwartały). Ale wśród tego wiele budynków mocno zszarzałych, z kruszącymi się tynkami, chodniki z nierównego asfaltu (kostka betonowa, jak już, to kwadratowa), nawet przy głównej ulicy kamienica prawie cała zasłonięta reklamą wielkoformatową. A stan nawierzchni - cóż, mieliby chyba nam czego pozazdrościć. W wielkim skrócie - podobieństwa także i w problemach. Oczywiście, różnic nie brakuje. Na pewno nie mamy w Katowicach tak, hmm, wybujałego magistratu (i nie podpowiadajcie tego zbyt głośno na Młyńskiej ani w Kostuchnie).
(tak, rzeka też należy do tych rzeczy, które Ostrawę mocno odróżniają, a mają tych rzek co najmniej dwie). Bardzo mi się też spodobał w parku koło magistratu pomysł na otoczenie pomnika:
Przespacerowaliśmy się też na słynną Stodolną. Być może wieczorem (nocą?) faktycznie jest to jakieś wyróżniające się miejsce, ale to taka wąska w sumie uliczka, częściowo o charakterze deptaka (środkiem brukowany pas dla samochodów), pełna wprawdzie knajp, ale o drugiej popołudniu dość smętna, z jeszcze niesprzątniętymi pozostałościami sobotniej nocy. Mariacką zapewne biją na głowę nasyceniem i renomą, ale wyglądem - jednak nie. No i złośliwie wyłapałem też coś takiego:
Od strony Stodolni wyremontowane, a w bocznej uliczce straszy:) I tak się zastanawiam: jakie są - w porównaniu z Katowicami - problemy mieszkańców, dotyczące miasta? Czy mieszkańcy mają o swoim mieście podobne zdanie? Czy gdyby przyjechali do Katowic, powiedzieliby: "o, jak u nas", "no, musimy brać z nich przykład", czy może jednak "inni mają gorzej"? |
Archiwum
O autorach
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Inne katowickie blogi
O Katowicach
Przydatne
|